od początku

środa, 6 września 2017

niedościgły wzór

To było tak.
(wiem, że mówiłam już wszystkim)
Niemożliwe, a jednak- laptop wykrzaczony, a ja zepsuam zewnętrzny dysk.
Pół roku życia i pracy, zapisane tylko tam. Miesiąc kopania się ze złomem.
Praktyka kwiatu lotosu na niezmąconej tafli jeziora, pocieszanie się, że inni mają gorzej, że wszyscy żyjemy i koty zdrowe niezupełnie pozwoliły się zdystansować, potrzebowałam wakacji od świata, który nazbyt wyraźnie dawał do zrozumienia, że powinnam odpocząć. Wakacje były skandynawskie, długie i świetliste.
No więc jestem, Agniecho. Na nowym lapku, dane też (chyba) wrócą- czyżby w nowym wspaniałym świecie nie zdarzały się rzeczy nieodwracalne?
🍀🍀🍀
Kolejny post z serii #klucz do ogrodu będzie o tym, że...
ale ale
nie odpowiedziałam na komentarze pod poprzednim postem (przepraszam, nie byłam w stanie tego ogarnąć).
ale że ja nie pokazuję pozytywnych przykładów? ja? cała jestem pozytywnym przykładem. To już folii, płotków, jałowców i żwirków raz wrzucić nie można, tylko dla zobrazowania, że o takie niespójności się rozchodzi?
Więcej nie będę.
Pokażę TAKI POZYTYWNY przykład, do którego NIGDY nie doskoczycie😆
M z W przeczytał w moich myślach i przywołał cytat z blogu Tamaryszka:
"W 1870 r. William Robinson wydał „Dzi­ki ogród” („Wild Garden”) – książkę, która położyła podwaliny pod naturalizm w sztuce ogrodowej. 
Robinson podporządkowywał sadzenie roślin wymaganiom sied­liskowym – postulował postępowanie zgodne z naturą, a nie kierowanie się tylko względami estetycznymi. Rośliny były dobierane do warunków glebowych i klimatycznych, które umożliwiały im natural­ną, zdrową wegetację, bez sztucznej ingerencji ogrodnika. 
Idee Robinsona wcieliła w życie zaprzyjaźniona z nim GERTRUDE JEKYLL."
Właśnie o Robinsonie myślałam, pisząc o spójności. Jak bardzo jego idea była wynikiem kompromisu z samym sobą- a może bał się jej rewolucyjności? a może, żyjąc wśród już oswojonej angielskiej przyrody, miał świadomość, że jest ona rodzajem ogrodu, jest już mocno przekształcona przez człowieka? a może właśnie tej świadomości nie miał?
W każdym razie ani on, ani liczni następcy nie potrafili rozegrać tego, co w naturze jest najpiękniejsze i co stawia ją ponad każdym ogrodem- spontaniczności, skutkującej finezyjną lekkością, malarskością, zwiewnością. Spontaniczności, która czyni ją niedościgłym wzorem.
🍀🍀🍀
Wiecie, że ogrody naturalne to moja fiksacja. Pisałam już o zbawiennej dla kondycji świata i ogrodu bioróżnorodności, o tym, że w przekształconym krajobrazie każdy jego fragment jest ogrodem, o roli roślin w ogrodzie, o czerpaniu z natury.
I tak sobie pisząc i myśląc zyskałam pewność, że czego byśmy nie wymyślili innowacyjnego i po modzie, zawsze będziemy wracać do idei ogrodu naśladującego naturę, a nowatorskie pomysły będą w krótkim czasie stawać się śmiesznymi rupieciami (a nie o to chodzi w ogrodach, które mają opierać się upływowi czasu i szlachetnie dojrzewać). I tylko od naszych umiejętności obserwacji przyrody będzie zależało, czy będziemy dobrymi projektantami.
Powoli ta myśl, trend, przebija się do mainstreamu- i wielu osobom wydaje się, że są jej autorami. Ale tak nie jest, nie w świecie sieci i spreading ideas. To raczej duch czasu, w przyczynowo- skutkowym związku z... czymś, o czym kiedyś napiszę.
🍀🍀🍀
Nie teraz. Teraz zapraszam was na najpiękniejszą murawę świata, opisaną już tu i tam.
Rezerwat przydrożny odwiedzamy co roku, a poniższe zdjęcia (TP i moje) pochodzą z lipca i sierpnia 2016.
Taki to letni krajobraz,
 
malowany świetlnymi plamkami, subtelnymi kolorami. Znacie kogoś, kto w to umie w ogrodach?
Kruszczyk błotny- kärrknipprot.
Gółka długoostrogowa- brudsporre.
Gółka długoostrogowa odm. gęstokwiatowa.
Kraśnik na driakiewniku.
Dzwonek brzoskwiniolistny.
Wełnianka szerokolistna.
 
Byliśmy tam z pewnym Wilkiem. leloop.
Trwając w zachwycie (za Wilka nie mówię, ona woli lobelie jeziorne).
Kukułka Fuchsa- skogsnycklar. Chyba.
Po prostu siądź i raduj się, sitt och njut.
Innymi słowy carpe diem.
A gdybyśmy część tego piękna chcieli i próbowali przenieść do ogrodu, to jak?
Powinniśy zrobić to w dużej skali. Duża skala zawsze robi wrażenie.
Dużo wszystkiego. Dużo przestrzeni, światła, roślin.
 
Często jednak zdarza się tak, że tej przestrzeni mamy niewiele- wtedy możemy sprytnie dobrać rośliny.
Niech będą homogeniczne, o drobnych kwiatach, nienachalnej urodzie, nieprzesadnej liczbie gatunków, matrixowo wymieszane.
 
 
Warto rozegrać efekty zmiany i przemijania.
Pełniki w odwrocie na tle dziewięciorników błotnych.
Owocujące kruszczyki.
Na tle żółknących traw...
Dojrzałe barwy. 
Przekwitła lebiodka.


 Selerowate są modne nie bez powodu- dodają tyle powietrznej lekkości.
Dzięgiel leśny.
Owocostan pasternaku.
Elementy architektoniczne, nawet najskromniejsze, to zawsze plus kilka punktów do "ogrodu".
Wciąż jednak pamiętamy, że ten wzór jest... no właśnie, niedościgły.
Zwykle nie mamy takiego terenu- dużego i zróżnicowanego pod względem ukształtowania powierzchni i wilgotności.
W linkowanych postach pisałam, że murawa powstała na wapiennym podłożu, które warunkuje bogactwo roślin i występowanie rzadkich gatunków.
Mozaika siedlisk- pagórki, dolinki, strumyki, zadrzewienia.
Raczej też nie mamy tyle czasu, który pozwoliłby na wykształcenie się stabilnego zbiorowiska roślin.
I nawet taki pozornie niezmienny ekosystem nie jest bezobsługowy- powstał na skutek działalności człowieka i wymaga np. wykaszania co pewien czas.
 
Zarastanie. Sukcesja.
Irga zwyczajna.
Berberys pospolity.
Szakłak pospolity.
Powyższe gatuny krzewów są rodzime także i u nas, lubieją wapń i można je posadzić (ale w murawie trzeba będzie kosić).
Przedstawię jeszcze kilka gatunów zielnych oraz ich przydatność w ogrodach. Jakby ktoś coś.
Wilżyna bezbronna. Bardzo fajna krzewinka na stanowiska słoneczne, gleby świeże i raczej zasobne, niekwaśne. Kwitnie długo, powtarza po koszeniu do jesieni.
Pszeniec gajowy. Nie mam doświadczeń z tym dzikusem. Niby pospolity, a w ogrodach nie występuje- może dlatego, że roczny, może dlatego, że borowy.
Kwiatostan dzięgla leśnego. Bezproblemowy, ale dwuletni. 
Kłos zarodnionośny skrzypu bagiennego. Do ogródka nie bardzo, bo bagienny, ale podobny pokrojowo skrzyp zimowy, zwłaszcza w odmianie 'Robustum', bardzo po modzie. 


Gółka długoostrogowa.
Kukułka (stoplamek) Fuchsa.
Listera jajowata.
Kruszczyk błotny. Ten i powyższe storczykowate- niech was buk broni przed zakupem. Nie jesteście w stanie spełnić ich wymagań ani sprawdzić legalności źródła zakupu (zwykle są kradzione z naturalnych siedlisk).
Krwawnica pospolita (lekko przykoszona). Onaż to, podobnie jak czyściec błotny, lekarski (bukwica), a z nierodzimych- odętka wirginijska, będzie pięknie imitować storczyki w waszych pościgowych rabatach.
Szelężnik większy. Ma supermoce, bo jest półpasożytem. Wprowadzony w murawę osłabi wzrost traw, robiąc miejsce na dwuliścienne byliny. 
Pasternak. Będzie bardzo modny niebawem, tak jak krwiściąg obecnie. Limonkowa zieleń kwiatostanów i owocostanów dodaje wiele uroku murawom. Bezobsługowy, dwulatek, wysiewa się.
Wygląda na dziewięćsił pospolity.
Ostrożeń krótkołodygowy.

Dziewięciornik błotny, przecudowne cudo z niskich torfowisk.
Dziurawiec zwyczajny. Dla każdego.
Chaber driakiewnik. Łąkowy już w tym roku kupowałam, driakiewnika jeszcze nie robio.
Paluszki traganka szerokolistnego😉
Żmijowiec zwyczajny. Na suche, a nawet rumoszowate.
Czyścica storzyszek.
Mięta nadwodna.
Świerzbnica polna- chyba dobra alternatywa dla niepewnej driakwii kaukaskiej.
Dzwonek szerokolistny, przykoszony. U nas rzadki, wart rozpowszechnienia w ogrodach.
No i owocostan pełnika😜
Tak tu sobie pisu pisu, a może wpieram wam swoją prawdę czy tam urojenie?
Może w ogrodach wcale nie naśladujemy natury, nie jest ona dla nas wzorem?
Może tak było, ale obecnie to anachronizm?
A może jednak nie? Pośród ogrodów powstałych w ciągu ostatniego wieku widziałam wiele naśladujących naturę lepiej lub gorzej, w całości czy we fragmentach- i ani jednego NIE naśladującego, konceptualnego, który oparłby się próbie czasu.
A wy- co widzieliście?
🍀🍀🍀
Tak czy inaczej- to jest moja droga.
Coraz trudniejsza, muszę wam powiedzieć. Po raz pierwszy w ciągu dwudziestukilku lat przygotowane przez nas koncepcje ogrodu NIE spodobały się po całości (i nie zmienia tego fakt, że stopięćdziesiątapierwsza też by się nie spodobała, bo nie), coraz częściej muszę dobierać niskie drzewa, ograniczać dobór bylin do "estetycznych". Nie zmienia tego fakt, że być może tujoza staje się niemodna.
Naturze coraz bardziej z nami nie po drodze, a nam z nią. Zarządzanie strachem sięga i tutaj- w nagonce na zwierzęta łowne i przydrożne drzewa, w szczuciu kleszczami i groźną pogodą, w odwoływaniu się do mentalności perfekcyjnej pani domu w argumentacji dotyczącej konieczności sprzątania w Puszczy, w negacji prawdziwych zagrożeń, jak globalne ocieplenie.
Ponieważ sadzenie berberysów w rządkach nie jest moją pasją, podobnie jak praca z ludźmi- rasistami, milenialsami trzaskającymi szufladą w okolicach czternastej ewentualnie prezesami, którym krzyżują się rośliny- marzę o ogródku położonym w pobliżu rezerwatu przydrożnego. I o spokoju. I o czym innym.
W rezerwacie przydrożnym byliśmy też z J. J mówi po szwedzku, więc mogła porozmawiać ze spotkanym starszym panem o tym, że przychodzi tu od lat. Że przez lata łąka zarastała krzewami, a później je wykarczowano, że w latach 70tych zbudowano drogę między jego gospodarstwem a łąką, że łąka jest piękna i często ją odwiedza.
Nic dziwnego, że dożył 90 lat.
No nic. Wrócę tu. Despacito.
Pozdrówka, Megi.